Pod Brukiem Leży Plaża

Biuletyn warszawskiej Antify

Rzesza bez LGBT jest najpiękniejsza – o nazistowskiej homofobii

Wokół nas narasta kolejna fala homofobicznej nagonki. By zrozumieć, jak głębokie są jej korzenie warto przyjrzeć się historii homofobii i mizoginii w pierwotnym ruchu nazistowskim. W poniższym artykule przedstawię krótki wstęp do tej tematyki.

Bardzo często słyszy się – zwłaszcza na skrajnej prawicy – że charakter konfliktu politycznego zmienił się w ostatnich dekadach. Według tej teorii lewica zarzuciła tradycyjną tematykę klasową, a prawica kwestie rasowe
i etniczne, na rzecz konfliktu o sprawy „obyczajowe” tj. prawa kobiet czy mniejszości seksualnych. Nowoczesne „modne bzdury”, „postmodernizm”, „wojna kulturowa” lub „marksizm kulturowy” miałby zastąpić tradycyjne, XX-wieczne osie konfliktu. Prawda jest jednak zupełnie inna – już w latach 30. homofobia i mizoginia stanowiły ważną część propagandy nazistowskiej, a walka o wyzwolenie płciowe i seksualne – aspekt ruchu antyfaszystowskiego.

Berlin okresu Republiki Weimarskiej uchodził za europejski azyl dla społeczności LGBTQ. Choć od 1871r. obowiązywał w kodeksie karnym paragraf 175, zakazujący mężczyznom seksu homoseksualnego, nie był on zbyt pilnie egzekwowany. Istniały legalne organizacje lobbujące za jego zniesieniem, odbywały się nawet demonstracje w tej sprawie, a ponadto queerowe życie szło swoim podziemnym torem, który obejmował m.in. ponad 100 gejowskich i lesbijskich barów oraz kawiarni. Wielu ludzi – także sławnych, jak W. H. Auden czy C. Isherwood – przeprowadzało się do Berlina, by korzystać z bardziej wolnościowej atmosfery. Jednym z jasnych punktów na mapie miasta był Instytut Seksuologiczny założony przez Magnusa Hirschfelda. Stanowił on samopomocową organizację społeczności LGBTQ, a zarazem miejsce prowadzenia badań nad ludzką seksualnością. W ramach misji instytutu promowano seks-edukację, antykoncepcję oraz równouprawnienie. To właśnie tam opracowano pojęcie transseksualności i przeprowadzono pierwsze nowoczesne operacje korekty płci. Osoby transpłciowe były nie tylko beneficjentami, ale także stanowiły część pracownic i pracowników instytutu. Współpracujący z nimi Wilhelm Reich przedstawiał też szczególnie ciekawe, psychologiczne analizy zjawiska faszyzmu w kontekście represjonowanej seksualności
i lęku przed własnymi pragnieniami.

Dla wzrastającej w siłę NSDAP wszystko to stanowiło objawy
„choroby” i degeneracji, część żydowsko-komunistycznego spisku. Dobrze oddaje to slogan propagandowy jaki zaczęto stosować – Kulturbolschewismus – bolszewizm kulturowy, a bardziej precyzyjnie także Sexual-Bolschewismus – bolszewizm seksualny. Modne na altprawicy pojęcie „marksizmu kulturowego”, którego pełne są wykłady Jordana Petersona, manifest Breivika i książki Karonia – to niemal dosłowne tłumaczenie nazistowskiego hasła. Ideologiczne przekonania nazistów kazały im hodować „zdrowy”, „silny”, „czysty rasowo” naród. O spadające wskaźniki urodzeń lat 20. i rozpad tradycyjnej rodziny obwiniali „niemoralny” styl życia, wyzwolenie seksualne, aborcję, prostytucję
i homoseksualizm. Przemówienie Himmlera z 1937r. dobrze oddaje nazistowską wizję seksualności i naturę hitlerowskiej homofobii:

„Niektórzy homoseksualiści uważają, że to co oni robią jest ich prywatnym życiem. Lecz życie seksualne nie jest już prywatną sprawą, ponieważ dotyczy przeżycia narodu. To jest różnica między zawładnięciem świata a samozniszczeniem. Naród z dużą ilością dzieci może zawładnąć światem. Naród czysty rasowo z niewielką ilością dzieci stoi już jedną nogą w grobie, za pięćdziesiąt lub sto lat nie będzie już istniał. Dlatego też wszyscy musimy zrozumieć, że nie możemy tej chorobie pozwolić rozwijać się w Niemczech i musimy ją zwalczać… To jest bardzo ważne, abyśmy ich wytępili, nie z zemsty, ale z konieczności życiowej.”

Przyjęcie w Instytucie Seksuologicznym

W miarę wzrostu znaczenia nazistów nasilały się homofobiczne ataki. Już pół roku po zdobyciu władzy, 6 maja 1933 roku, brunatne bojówki zaatakowały i zdemolowały Instytut Seksuologiczny. To właśnie jego biblioteka (zbiór badań nad seksualnością, ale także materiałów homoerotycznych) stanowiła większość tekstów palonych klika dni później na niesławnym wiecu. Książki płonęły wśród okrzyków „przeciw dekadencji i upadkowi moralności” czy „przeciw lubieżności”. Jak powiedział Heinrich Heine – „tam, gdzie pali się książki, w końcu pali się też ludzi”. Wkrótce zaostrzono paragraf 175 – już nie tylko akty seksualne, ale nawet pocałunek czy trzymanie się za ręce stanowiły przestępstwo, co więcej, oskarżenie nie musiało dowodzić winy, do skazania wystarczyło samo „podejrzenie” o homoseksualizm. Dziesiątki tysięcy mężczyzn trafiło do więzień, wielu także do obozów koncentracyjnych, gdzie oznaczano ich różowym trójkątem. Mężczyźni ci znajdowali się – obok osób pochodzenia romskiego – na samym dole obozowej hierarchii (według wspomnień jednego z więźniów, zmiana kategorii z homoseksualisty na więźnia politycznego, związana z aktem nieposłuszeństwa, sprawiła, że w ogóle przeżył obóz). Wielu z nich poddawano szczególnie okrutnym torturom lub zaostrzonej dyscyplinie. Częścią koszmaru były także „terapie konwersyjne” oparte o kastrację, sterylizację lub podawanie testosteronu. 60% spośród więźniów tej kategorii zginęło w obozach – wyższy wskaźnik dotyczył tylko Żydów.

Sytuacja kobiet nieheteroseksualnych była nieco inna. Nie istniał dotyczący ich, specjalny paragraf ani oznaczenie, natomiast wiele z nich trafiało do obozu z czarnym trójkątem, oznaczającym osoby „aspołeczne”. Praktycznie każda kobieta nie wpisująca się w rolę matki-Niemki i uprawiająca pozamałżeński seks, była narażona na tego rodzaju represje – nie ważne czy była lesbijką, poliamorystką, czy np. sekspracownicą. Wbrew obiegowej opinii także aborcja była w III Rzeszy zakazana i czynnie zwalczana – hitlerowcy zaostrzyli wcześniejsze prawo, dopuszczając jednak wyjątki dotyczące osób niepełnosprawnych, czy kobiet „niższych ras”. Osoby, które miały aborcję lub w niej pomagały także klasyfikowano jako „antyspołeczne”. Więźniarek było na tyle dużo, że w 1938 otwarto ściśle kobiecy obóz w Ravensbrück. Od 1943r. za przeprowadzenie aborcji groziła kara śmierci (zarówno lekarzowi jak i pacjentce).

Bojówki NSDAP demolują bibliotekę Instytutu
Seksuologicznego, Berlin, 6 maja 1933

Częścią dramatu nieheteroseksualnych więźniów był fakt, że po wojnie nie zmieniono nazistowskiego prawa. Paragraf 175 dalej obowiązywał. Oznaczało to, że osadzeni traktowani byli tak jak więźniowie kryminalni – często musieli dokończyć odsiadywać wyrok, który wydał na nich nazistowski sędzia. Nawet jeśli fizycznie ocaleli, nie stali się „ocalonymi” – nie przysługiwały im żadne renty ani odszkodowania, niemal nikt nie chciał też słuchać ich historii, ani widzieć ich w szeregu ofiar narodowego socjalizmu. Wielu z tych ludzi po wojnie musiało ukrywać swoją homoseksualność by uniknąć ponownego skazania (jeden z pechowców po wojnie usłyszał wyrok więzienia od tego samego sędziego, który skazał go za czasów hitleryzmu – denazyfikacja wymiaru sprawiedliwości nie szła tak sprawnie jak homofobiczne prześladowania). Jeden z więźniów, osadzony w 1941, przesiedział w sumie 22 lata za homoseksualizm. Z tego powodu istnieje tylko kilkanaście spisanych świadectw więźniów tej kategorii. Wyróżnić można tu przełomową książkę Heinza Hegera „Mężczyźni z różowym trójkątem” z 1972r., oraz jedyne znane świadectwo złożone po polsku – „Cholernie mocna miłość.” Stefana Kosińskiego. NRD zniosło paragraf 175 w roku 1967. W RFN złagodzono go w roku 1969, a całkowicie zniesiono dopiero w 1990. Nie oznaczało to jednak prawa do rekompensaty, czy uznania „różowych trójkątów” za ofiary nazizmu. To uchwalono dopiero w 2017r., gdy żaden z więźniów okresu hitlerowskiego nie pozostał już przy życiu (choć poprawiła się sytuacja osób skazanych po wojnie).

Mimo to historia „różowych trójkątów” i homofobii III Rzeszy stała się ważną częścią ruchu LGBTQ. Świadectwa i coming-outy byłych więźniów na początku lat 70. odegrały ważną rolę, różowy trójkąt stał się jednym z symboli społeczności (w wersji organizacji ACT-UP prezentuje się go wierzchołkiem do góry, lesbijki używają także czarnego trójkąta). Jest on wiodącym motywem wielu pomników, m.in. w Amsterdamie. W Berlinie natomiast, niedaleko Pomnika Pomordowanych Żydów Europy stoi skromny betonowy sześcian, z małym okienkiem, w którym wyświetla się nagranie całujących się homoseksualnych par. W Polsce niestety (poza jedną wystawą sezonową w Muzeum Stutthof) brak tego rodzaju upamiętnień – np. 122 więźniów osadzonych w Auschwitz. Może pomogłyby one zrozumieć, jak długą i paskudną tradycję ma homofobia i mizoginia, oraz jak szybko moralistyczna nagonka anty-seksualna przeradzać się może w zorganizowaną przemoc i ludobójstwo. Gdy widzimy „strefy wolne od LGBT” czy furgonetki rozpowszechniające homofobiczne kłamstwa, pamiętajmy o tym, że w pozornie liberalnym i równościowym Berlinie lat 20. także zaczęło się od słów. Skończyło się na obozach koncentracyjnych i gilotynach. Ta pamięć zobowiązuje każdego antyfaszystę i każdą antyfaszystkę – zero przestrzeni na homofobię i mizoginię!


Tadek Zinowski


Categorised as: Historia



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *