Pod Brukiem Leży Plaża

Biuletyn warszawskiej Antify

Relacja z debaty w Muzeum Powstania Warszawskiego

DAVI

28 maja część naszej ekipy wybrała się na debatę „Antysemityzm prawicy, antysemityzm lewicy”, która odbyła się w Muzeum Powstania Warszawskiego. Już przed dyskusją atmosfera była gorąca, gdyż organizatorzy najwyraźniej nie mogli dopatrzeć się lewicowego antysemityzmu i jako jego przykład podali… krytykowanie okupacji Palestyny. Wrogość wobec Żydów na lewicy zarzucono pismu Le Monde Diplomatique, która od lat wspiera działania antyfaszystowskie i wydaje publikacje przeciwko antysemityzmowi. Jak na początku zwrócił uwagę jeden z prelegentów, Piotr Szumlewicz, tytuł spotkania zawierał w sobie dość arogancką manipulację – bo jak inaczej nazwać zrównywanie przeciwników wojen Izraela z fanami Mussoliniego, nacjonalistycznymi bojówkarzami i fascynatami radykalnie antysemickich, Narodowych Sił Zbrojnych? Mniejsza o to. Poniżej wymieniamy kilka interesujących punktów z przebiegu dyskusji i konfrontacji faktograficznej z obecnymi na sali narodowcami.

1. Rolę pożytecznego idioty skrajnej prawicy nie po raz pierwszy odegrał Dawid Wildstein, stwierdzając, że antysemityzm w Polsce niemal nie istnieje, a jeśli już, jest to problem „piątego rzędu”. Na nic poszły przytaczane badania dra Bilewcza, wskazująca na jednoznacznie antyżydowskie nastawienie Polaków. Na nic mówienie o niezliczonych krzyżach celtyckich, swastykach i antysemickich napisach na murach polskich osiedli. Wreszcie, na nic agresywnie antysemickie wypowiedzi ONRowców z sali. Antysemityzmu nie ma, koniec kropka, a jeśli Szumlewicz twierdzi inaczej to jest neostalinistą i w ogóle lewactwo niech przestanie bredzić o faszyzmie. Prawdopodobnie, gdyby po debacie Wildstein otrzymał łomot od chłopców w koszulkach NSZtu (a pogróżek otrzymywał już co nie miara), nadal udowadniałby, że to jednostkowy przypadek. Przypadek nieuleczalny.

2. Obowiązkową tarczą obronną skrajnej prawicy było oczywiście 6 tys. „polskich” drzewek w Yad Vashem, czyli najwięcej spośród wszystkich narodowości. Na cóż, uwzględniając fakty, że 1) To w POLSCE, nie gdzie indziej, dokonywał się Holokaust 2) Ludność kraju liczyła 35 milionów 3) W SAMEJ Warszawie było ok. 4 tysiące szmalcowników (i 60 000 szpicli) 4) Niektórzy DO DZIŚ nie mówią publicznie o ukrywaniu Żydów, ze strachu przed własnymi sąsiadami 5) Ostatnie publikacje pokazują, że polska pomoc nie zawsze była bezinteresowna jak głosi oficjalna wersja – nagle liczba 6 tys. blednie do białości i staje się ostatnim powodem do dumy.

3. Najgłośniej o ukrywaniu Żydów przez Polaków krzyczeli na sali ci, których idole zajmowali się Żydów mordowaniem. Chcielibyście widzieć miny obecnych na sali fanów Narodowych Sił Zbrojnych, gdy wytknięto im, że nikt inny jak ich ulubiona formacja zajmowała się tworzeniem list osób przeznaczonych do egzekucji, na których umieszczano Polaków pomagających Żydom! Na listach proskrypcyjnych znaleźli się m.in. Irena Sendlerowa, Aleksander Kamiński i Izabela Kuczkowska oraz kilkadziesiąt innych osób. Po upadku Powstania w Getcie Warszawskim, to NSZ wybił partyzantów żydowskich z oddziału im. Mordechaja Anielewicza, po wojnie strzelał do polskich oddziałów ze wschodu, natomiast wedle wspomnień Marka Edelmana, już po wojnie narodowcy przeprowadzali „akcje wagonowe” – transporty z ocalałymi z Holokaustu zatrzymywano, a ich mordowano. Te przykłady to tylko wierzchołek góry lodowej z działalności Narodowych Sił Zbrojnych.
Ciekawym przykładem hipokryzji/rozdwojenia jaźni nacjonalistów jest też święte oburzenie na „polskie obozy”, przy jednoczesnym ubolewaniu, że II RP nie weszła w sojusz z Hitlerem. Wtedy obozy rzeczywiście byłyby polskie i to dosłownie.

4. Kolejną porażkę skrajna prawica zaliczyła w temacie wojny polsko-bolszewickiej, powtarzając mity o masowych dezercjach Żydów, którzy przechodzili na stronę radziecką, milcząc o Polakach w służbie bolszewików. Dodajmy jednak, że biorąc pod uwagę pogromy antyżydowskie, trwające na ziemiach polskich od XIX wieku, a później krążących po ulicach bandach ONRowców, wybijających szyby w żydowskich sklepach i sztyletujący żydowskich studentów, jeśli ktoś miał powody do braku sympatii wobec II RP, to byli to raczej Żydzi niż Polacy…

5. Jak zauważyła obecna na sali Agnieszka Mrozik, dyskusja z prawicą jest o tyle trudna, że uznaje ona wyłącznie źródła, które są dla niej wygodne. Przedwojenny, wojenny i powojenny polski antysemityzm jest dziś doskonale zbadany dzięki olbrzymiej pracy takich osób jak Joanna Tokarska Bakir, Anna Bikont, Alina Cała, Bożena Keff, Stefan Zgliczyński, przede wszystkim całego Centrum Badań Nad Zagładą Żydów. Cóż z tego, kiedy prawa strona ma przed oczami tylko skrót „IPN” skoro nawet te publikacje czyta bardzo wybiórczo. O ustaleniach na temat zbrodni w Jedwabnem lub mordów oddziału Rajsa „Burego” wie bardzo niewiele (a konkretniej nic).

6. Wobec zalewu faktów na temat potężnego antysemityzmu prawicy, debatę próbowano sprowadzić na tor państwa Izrael i jego krytyki ze strony lewicy. Prelegent Piotr Kadlčik powtórzył serię obalonych dawno temu mitów o dobrodziejstwach rzekomo wypływających dla Palestyńczyków z racji okupacji przez Izrael. Pojawiły się tu nawet wątki, których dziś poruszać nawet nie wypada, jak twierdzenie, że przez powstaniem Izraela „te ziemie były puste”, co jest absurdem najwyższej klasy. Mimo ostrej kontry ze strony publiczności, część prelegentów nadal uparcie opowiadała, jak bardzo wzrósł poziom poziom życia Palestyńczyków pod okupacją. Tak bardzo, że podstawowe środki higieniczne do strefy Gazy muszą być szmuglowane podziemnymi tunelami.

Podsumowując, organizatorzy debaty powielili obowiązującą w Polsce od 25 lat strategię uciekania od tematu i bagatelizowania problemu. Pierwszym krokiem tej zgubnej polityki jest próba rozłożenia win na wszystkie strony, poprzez powtarzanie klasycznych, ale wciąż działających klisz: „na zachodzie też był antysemityzm…”, „lewica też ma swoje za uszami” etc. W obliczu zasypu faktami, krokiem drugim jest udowodnienie, że jeśli problem rzeczywiście istnieje to jest marginalny, a obok złych ludzi byli również bohaterowie, co całkowicie zamazuje proporcje jednych i drugich – takim zabiegiem było usprawiedliwianie programowego antysemityzmu NSZ, bo przecież „walczył z komuną”. A na deser oczywiście zapewnienie, że samemu jest się w 100% przeciwko antysemityzmowi, ale lepiej siedźmy cicho i nie nazywajmy nacjonalistów „faszystami”, bo to ich tylko prowokuje… Autorkę tego podejścia, panią prof. Staniszkis, musimy zasmucić – faszystów nazywaliśmy, nazywamy i będziemy nazywali faszystami.

Tymczasem obecni na sali narodowcy po raz kolejny udowodnili, że nie są w stanie wydusić z siebie żadnego faktu, a jedynie puste slogany o „żydokomunie”, „żydowskiej milicji”, „żołnierzach wyklętych” czy „a we Francji biją Żydów mocniej”. Zarówno Piotr Szumlewicz jak i obecni na sali antyfaszyści i antyfaszystki z powodzeniem kontrowali wszelkie prawicowe przekłamania i można śmiało stwierdzić, że ani razu skrajnej prawicy nie udało się udowodnić ani udokumentować swoich twierdzeń. Walka o historię trwa, także widzimy się na kolejnych debatach.

Antyfaszystowska Warszawa

 

PS. Na deser polecamy świetną odtrutkę na propagandę skrajnej prawicy:

 


Categorised as: Felieton | Historia



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *