Pod Brukiem Leży Plaża

Biuletyn warszawskiej Antify

Prosto antyfaszystowsko o punk rocku

8000044885_dd0fd27091_z

Niemal każdy miłośnik punk rocka w mniejszym lub większym stopniu zna historię tej muzyki, zatem nie będziemy jej przytaczać. Skupmy się na współczesności. W latach 90 mieliśmy jasny podział na punków i neonazistów. Proste w rozumieniu było, że punkowcy słuchali punk rocka, zaś sama muzyka zazwyczaj tworzona była nie tylko dla samej muzyki, ale posiadała również tło ideologiczne. Przekaz, będący wyrazem sprzeciwu wobec wszelkich uprzedzeń, krzywdzenia zwierząt czy komercjalizacji przetrwał do dziś. Wiele zespołów grających punk rock o różnym brzmieniu od hardcore’a do street punka także zawiera w swoich utworach podobne treści i nie ma najmniejszych oporów by na ich koncercie został zawieszony banner, np. z logiem Good night white pride. Można by powiedzieć, że mamy zjednoczoną scenę i wszystko pięknie się trzyma. Nic bardziej mylnego, a nawet kiedy o tym myślę, przypomina mi się tytuł albumu zespołu W kilku słowach – „Jedna scena jedna ściema.” Moje słowa to odpowiedź na pytanie: gdzie tkwi ta ściema?

To, że punk rock jest różnorodny nie powinno nikogo dziwić, ale w ostatnich latach, wskutek zwiększającej się mody na poglądy skrajnie prawicowe niektóre zespoły grające tenże rodzaj muzyki postanowiły dla bezpieczeństwa określić się mianem apolitycznych. Cóż to znaczy? W ich rozumieniu jest to tworzenie muzyki ignorującej politykę, takiej, na której będzie bawił się każdy i ta zabawa ma być na pierwszym miejscu. W rzeczywistości na ich koncertach nie ignoruje się polityki, a skrajnych prawicowców lubiących wyłamywać łokcie pod sceną w „rzymskim geście.” Ba, nawet są oni chętnie przyjmowani na koncertach, ponieważ jak się okazuje sami członkowie zespołów także lubią nawiązywać przyjacielskie stosunki z neonazistami. W dalszym ciągu jednak starają wmówić ludziom, że to co grają nazywa się punk rockiem, choć przeciwko polityce. Oczywiście w kontekście brzmienia tak rzeczywiście jest, ale co do reszty należy mieć duże wątpliwości.

Dla przykładu można przypomnieć zespół All bandits, który już w zeszłym roku dał niezły popis grając na festiwalu Orle gniazdo. Potem było coraz gorzej, przez co mamy na myśli imprezy, gdzie już nawet plakat nie pozostawia złudzeń co do ich charakteru. Takich absurdów jest wiele i nie dotyczą one wyłącznie All Bandits, ale również innych kapel grających muzykę Oi! Czy streetpunk, mającej skupiać wokół siebie zarówno punków jak i skinheadów. Szkoda tylko, że te pojęcia tracą na swoim znaczeniu, kiedy swoje granie rozpoczynają takie chorągiewki. Warto wspomnieć, że subkultura skinheadów przyszła do nas z Jamajki, od czarnoskórych ludzi i nigdy nie nosiła znamion rasizmu. Fakt ten jednak zdaje się być dla niektórych zbyt niewygodny aby o nim głośno mówić.

Żeby nie generalizować – wśród polskich kapel grających te  „lżejsze” odmiany punk rocka jak wcześniej wspomniany streetpunk, czy 77 jest wiele takich, które nigdy nie miały i myślę, że nie chciałyby mieć nic wspólnego ze skrajną prawicą. Możemy tu podać za przykład warszawskie Warsaw dolls, Criminal tango, szczeciński zespół The Analogs czy śląski Bulbulators. Wniosek z tego płynie jeden – mówiąc o antyfaszyzmie na naszej punk rockowej scenie należy mieć na uwadze, że nie każdy wyraża radykalizm poprzez muzykę. Jeśli jednak jego postawa jest w porządku, to wtedy możemy mówić, że ta scena jest jedna, chociaż wiele w niej różnorodności. Ściemą są tylko zespoły przykrywające apolitycznością swoje chore upodobania.

Domi/Warsaw punk


Categorised as: felietony



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *