Pod Brukiem Leży Plaża

Biuletyn warszawskiej Antify

Nie widzę, nie słyszę, nie mówię

Pewnie każdy z nas kojarzy trzy mądre małpy. Obrazują one japońskie przysłowie „nie widzę nic złego, nie słyszę nic złego, nie mówię nic złego”. Z buddyjskiego punktu widzenia przysłowie może być interpretowane następująco: „Nie szukaj i nie wytykaj błędnych czynów i słów innych ludzi” (jeśli chcesz wyplenić zło, to zacznij od siebie). Niestety, dla mnie te trzy mądre małpy stają się karykaturą tego, co dzieje się z kulturą gwałtu w Polsce. Także w środowisku lewicowym.

Czym jest kultura gwałtu? To zbiór kulturowych reguł i przekonań, które umniejszają przemoc i molestowanie seksualne. To wtłaczane nam od urodzenia zasady, które stawiają potrzeby mężczyzn ponad bezpieczeństwem i komfortem kobiet. To utrwalanie ról, w których prawdziwy facet jest zdobywcą, a przeciwna płeć – zwierzyną łowną. To heteronormatywny patriarchat, który równie krzywdzi wszystkie płcie.

Kobiety, które w ramach akcji #metoo, opowiedziały o swoich doświadczeniach z molestowaniem seksualnym, spotkały się w przestrzeni publicznej nie tylko ze wsparciem, ale także z ostracyzmem. Mam wiele koleżanek, które padły ofiarą molestowania, sama także nią jestem. Dla wielu z nas była to jedna z trudniejszych decyzji w życiu – opowiedzieć o przemocy ze strony bliskich czy przypadkowych osób. W Polsce kobieta musi odbyć bardzo długą drogę feministycznego samouświadomienia, żeby zrozumieć, że pada ofiarą ofiarą molestowania. Tak jesteśmy wychowywane. Musi wykazać się wielką odwagą, żeby zacząć mówić o tym głośno do bliskich sobie osób. I olbrzymim „męstwem”, żeby opowiedzieć o tym publicznie. Dlaczego kobiety, mówiące o swoich doświadczeniach z przemocą, spotkał społeczny ostracyzm? Dlatego, że każdy i każda z nas musiałaby spojrzeć w głąb siebie i zastanowić się nad tym, czy na co dzień nie zachowujemy się jak „trzy mądre małpy”. Nie widzimy, gdy jesteśmy sprawcami przemocy lub świadkiniami tejże. Nie słyszymy, gdy ktoś z naszych znajomych mówi seksistowski dowcip lub wulgarnie odzywa się do kobiet. Nie mówimy o tym, bo to przykry i brudny temat. Wolimy, żeby prywatne zostało prywatne. Żebyśmy nie musieli i musiały zmienić zdania o naszych bliskich, przyjaciołach, znajomych.

Po słynnej publikacji „Codziennika Feministycznego”, w której osiem kobiet oskarża o molestowanie czołowych publicystów lewicowych, rozgorzała w mediach, także społecznościowych, dyskusja o domniemaniu niewinności oraz o granicy tego, kiedy mamy wierzyć oskarżającej ofierze. Co smutne, dyskusje te przetoczyły się także przez grupy typowo lewicowe. I nie były to dyskusje, w których całe środowisko wspiera pokrzywdzone. Nie spodziewałam się po osobach, które określają się jako lewicowe, tak dużej empatii dla tych, którzy krzywdzili i takiej paniki, że my, feministki, chcemy praktycznie linczu bez procesu. Ta histeria części osób obnażyła hipokryzję, z którą nie raz spotkały się lewicowe działaczki, a także osoby nieheteronormatywne. Wszyscy chodzimy na Czarne Protesty, na Parady Równości. Krzyczymy, że wolność, równość należą się nam wszystkim, niezależnie od płci deklarowanej, od orientacji seksualnej. Ale kiedy molestowanie seksualne dostaje konkretną twarz i nazwisko, część z nas nagle zostaje „symetrystami” i zaczyna uprawiać „prawdośrodkizm”. Dlaczego molestowana kobieta nie poszła na policję? Dlaczego nie poskarżyła się przełożonym? Dlaczego nie strzeliła w twarz oprawcy? Dlaczego musimy widzieć jej wspomnienia, dlaczego musimy słyszeć jej opowieść? Dlaczego musimy mówić o tym, co ją spotkało? Dlaczego nie możemy się zamienić w trzy mądre małpki?

Dlatego, że ofiara molestowania, która zdarza się w jej bezpiecznej strefie – w pracy, w organizacji, w grupie znajomych, wsparcia potrzebuje nawet bardziej niż ofiara przypadkowej, anonimowej osoby. Właśnie z tego powodu, że krzywdę wyrządza jej ktoś, kto jest jej przełożonym, kolegą lub przyjacielem. Czyli osoba, przy której teoretycznie powinna czuć się bezpiecznie. Jeśli odwrócimy się od ofiary, ponownie ją skrzywdzimy. Każda chwila, kiedy zamieniamy się w „mądre małpki”, wzmacnia patriarchat. Ten sam, który zabiera równe prawa kobietom, który nie pozwala okazywać emocji mężczyznom, który odmawia prawa do miłości osobom nieheteronormatywnym, który nie pozwala być sobą osobom niebinarnym. Kiedy nie reagujemy na przemoc obok nas, stajemy po stronie oprawców.

L.

 


Categorised as: Felieton



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *