Pod Brukiem Leży Plaża

Biuletyn warszawskiej Antify

Lokatorki przeciwko wieżowcom

14231196_630747210440047_293480421836343169_o

Od kilku tygodni waży się przyszłość Śródmieścia Południowego. Władze Warszawy, wiedzione kompleksami wobec zachodu i wizją potężnych zysków postanowiły wdrożyć monstrualny projekt – zabudować oś ul. Emilii Plater siedmioma wieżowcami. Nie mają to być żadnego rodzaju budynki użyteczności publicznej, tylko zwyczajne, komercyjne biurowce – stawiane przez międzynarodowe korporacje (min. Orange) na ziemi, którą miasto chce im sprzedać. Wisienką na torcie projektu jest wieżowiec „Roma Tower” przezywany „Nycz Tower” – budowany w partnerstwie kościelno-deweloperskim na ziemi parafii św. Barbary, za pieniądze inwestora. Projekt budzi liczne kontrowersje, choćby dlatego, że już dziś Warszawa jest drugim w Europie miastem pod względem ilości budowanych biur, a kilkanaście procent z nich niezmiennie pozostaje niewynajętych. Ponadto, miasto, idąc logiką korporacyjną, stara się zmaksymalizować zyski ignorując i ukrywając potrzeby oraz koszta społeczne/ekologiczne.

Szkodliwość projektu dla jakości życia ludzi i innych stworzeń w Śródmieściu jest jednak jasna dla strony społecznej. Pierwszym znakiem nadchodzącej inwestycji było wysiedlenie zespołu szkół im. Hoffmanowej – z pięknego modernistycznego gmachu z boiskiem, do ciasnych klitek przy ulicy Hożej – gdzie już we wrześniu uczniowie mdleli z braku wentylacji i zatłoczenia. Warto pamiętać, że była to jedna z nielicznych śródmiejskich szkół, co do której nie było roszczeń reprywatyzacyjnych – ratusz chce ją sprzedać dla czystego zysku. Ponadto, docelowe zagęszczenie ludzi i biur, uczyni tę część Śródmieścia mrowiskiem. 800 000m2 biur to powierzchnia większa niż Pole Mokotowskie – ma zostać upchnięta na ~0,07km między niskimi kamienicami, na miejscu parku, placu zabaw, szkoły. Planowane gmachy pomieszczą 70 000 pracowników, (to więcej niż liczy Gniezno czy Suwałki – siedem razy liczba mieszkańców Śródmieścia) z ich samochodami, śmieciami, codziennym tłokiem na ulicach i w autobusach. Inwestycja zaburzy zupełnie ład przestrzenny kwartału, zastępując sensowne planowanie wolną amerykanką.

Tak potężne wieżowce nie pozostaną także bez wpływu na lokalny klimat. Już teraz w miesiącach letnich Śródmieście jest kilka stopni cieplejsze od terenów naturalnych. Nie wszystkich mieszkańców stać na klimatyzację, a sieć elektryczna ledwo ciągnie. Niektórzy polewają elewację wodą ze szlaucha, by dało się wysiedzieć. Wieżowce latem będą nagrzewać się, zatrzymywać ciepło do późnych godzin nocnych, a od rana odbijać promienie słońca, ponadto zamkną korytarz wentylacyjny Śródmieścia. Z tego wynika kolejny problem – smog. Już teraz w Śródmieściu trwają półroczne alerty II stopnia w związku ze złą jakością powietrza. Łatwiej tu o astmę czy nowotwory, zwłaszcza tym, którzy zamiast rozbijać się klimatyzowanym BMW krztuszą się na rowerach. Zbudowanie ponadstumetrowej, niemal ciągłej ściany, plus 70 000 nowych dojeżdżających to dla nich niezbyt dobra wiadomość. Zanim jednak ludzie zaczną odczuwać skutki zdrowotne i społeczne, pierwszymi ofiarami „postępu” padną Śródmiejskie drzewa i zwierzęta. Teren wokół Hoffmanowej i parafii to jedna z ostatnich wysp zieleni w zabetonowanej okolicy. Ponadto jest to obszar dawnego Ogrodu Pomologicznego (ogród adaptacyjny dla drzew owocowych) – kilka zdziczałych drzewek owocowych pamięta jeszcze czasy zaborów! Cały kompleks stanowi także bezpieczne siedlisko lęgowe ptaków i schronienie innych drobnych zwierząt. Dla ptaków budowa wież to nie tylko utrata domu, ale także śmiertelne zagrożenie – ich życie nieraz kończy się na szybie biurowca.

Pierwszą rzeczą, jaką utracą przy tym projekcie mieszkańcy Śródmieścia i całej Warszawy jest jednak prawo do decydowania o swoim otoczeniu. Abstrahując od katastrofalnych skutków dla wszelkiego życia w Śródmieściu, sam sposób przepychania projektu stanowi jasny obraz tego jak działa „demokracja” w mieście. Prawo wymaga, by projekt taki jak ten był poddany konsultacjom społecznym, a także zaopiniowany min. przez Komisje Dialogu Społecznego, Komisje Ładu Przestrzennego, organy samorządu itd. Wszystkie te ciała, poczynając od wspólnot mieszkaniowych, przez organizacje lokatorskie, społeczne, ekologiczne, po rady osiedli, komisje i radę Śródmieścia zdecydowanie i jednogłośnie odrzuciły projekt. Zgłoszono różnymi drogami masę uwag, wychodzących poza powyższe streszczenie i podpierających każdy punkt ekspertyzami (np. architektów, urbanistów, klimatologów, ornitologów). Mimo tego, Rada Warszawy i urzędnicy ratusza nie przyjmują sprzeciwu do wiadomości, opętani wizją zysków.

13323756_590884797759622_4075241984402101286_o

Obecnie odbyły się już trzy posiedzenia ogólnomiejskiej Komisji Ładu Przestrzennego w tej sprawie. Trzykrotnie były one areną protestów mieszkańców i spektaklem arogancji władz. Ciało, które powinno zajmować się planowaniem miasta estetycznego, przyjaznego mieszkańcom i racjonalnego, niestety dało się omamić politycznej presji oraz logice zysków za wszelką cenę. Pierwsze posiedzenie skończyło się wezwaniem przez „urażonego” przewodniczącego komisji policji na salę obrad – gdzie braknie siły argumentów, przeważa argument siły. Co charakterystyczne, za każdym razem, cała sala jest przeciw wieżowcom – zwolenników można policzyć na palcach jednej ręki. Niestety wśród członków komisji proporcja jest odwrotna. W interesie dewelopera i kościoła katolickiego sp. z o.o siły połączyli radni PO i PiSu. Najbarwniejszą postacią tego frontu jest radny Michał Czaykowski – chętnie odwołujący się do szlacheckiej tradycji milioner, przewodniczący komisji. Jego zapał w obrażaniu mieszkańców i pchaniu projektu wbrew wszystkim, może tłumaczyć członkostwo w organizacji Rycerze Kolumba – gdzie pełni funkcje zastępcy „Wielkiego Rycerza Rady św. Wojciecha” (tj. sekcji warszawskiej). Ta męska organizacja katolicka, to godna odpowiedź na zagrożenie ze strony masonerii. Innym prominentnym działaczem bizensowo-religijnej grupy nacisku jest metropolita warszawski, kardynał Kazimierz Nycz – którego Archidiecezja Warszawska zarobi na swoim wieżowcu – ostrożnie szacując – 2,5 miliona złotych miesięcznie. Konflikt interesów jest w tym wypadku wprost słownikowy. Trudno będzie jednak wyciągnąć konsekwencje, bo Komisji Etyki szefuje… sam Czaykowski. Innym członkiem lobby deweloperskiego jest Michał Wojtczuk – reporter Gazety Stołecznej (Wyborcza), znany środowiskom wolnościowym ze swojego ataku na kolektyw skłotu Przychodnia po jego otwarciu i obronie („Nie róbmy ideologii z włamania”). Jego jednostronne relację z przebiegu protestów stawiają pod znakiem zapytania elementarną rzetelność dziennikarską.

Mimo to protesty przynoszą skutek – część radnych zmieniła już swoje nieprzejednane stanowisko, dając się przekonać że „miasto to nie firma”, nieoficjalne przecieki mówią, że miasto cofnie plan zagospodarowania do ponownych konsultacji – co od początku było jednym z głównych postulatów.

Cała ta sytuacja stanowi obecnie najbardziej ewidentny konflikt w Warszawie – mieszkańcy stoją twarzą w twarz z deweloperami i politykami, na szalach ważą się z jednej strony – potrzeby społeczne, zdrowie, przyroda i przyszłość dzielnicy z drugiej – złotówki potencjalnych zysków korporacji. Słowem, publiczne koszta vs. prywatne zyski. Sprawa ta stanowi ewidentną ilustrację konfliktu o charakter miasta i oporu wobec grabieży jakiej dokonują elity. To wspólny grunt sprawy wieżowców i szerszej sprawy reprywatyzacji w Warszawie.

Po społecznie zapoczątkowanej, często „dzikiej” i nieopłacanej odbudowie, w której „cały naród budował swoją stolicę” w czynie społecznym, ówczesne władze zdecydowały się zalegalizować nową sytuację mieszkaniowo-własnosciową: dekret Bieruta wywłaszczył przedwojennych posiadaczy. Władzę III RP zdecydowały się jednak cofać koło historii i przywrócić „dziejową sprawiedliwość” kamieniczników, jednocześnie czyniąc niesprawiedliwość budowniczym Warszawy i lokatorom. Dramat reprywatyzacji, jeśli spojrzeć na niego w szerokiej perspektywie ekonomiczno-społecznej, ma właśnie taki charakter – wywłaszczenie ludzi z ich miasta i pozbawienie prawa głosu w imię prywatnych zysków. Nikt już chyba nie liczy, że władze Warszawy zatrzymują fale eksmisji, samowole „czyścili kamienic” i „kupców roszczeń” – kolejne ekipy rządzące dowodzą, że ich powiązania ze sferą deweloperów/kamieniczników są głębokie i nie przypadkowe. Zeszłej zimy, prawniczka ratusza, która wygrała z kupcem roszczeń Markiem Mossakowskim (zamieszanym w historię Joli Brzeskiej) w sądzie najwyższym sprawę o 5 mln zł związaną z nieuczciwą reprywatyzacją, straciła pracę. Szef Biura Gospodarki Nieruchomościami sam szybko został kamienicznikiem, robił też interesy z kupcami roszczeń… przykłady można mnożyć. W obliczu jednostronnie wypowiedzianej umowy społecznej i fasadowego charakteru „demokracji” w mieście – drogą obrony naszych praw pozostaje samoorganizacja. Gdy politykierzy ulegają naporom swoich partii i lobbystów, mieszkańcy dowodzą swojej siły i skuteczności. Kierunek może wyznaczać nam sytuacja z majowej rady miasta nt. reprywatyzacji. Gdy radni PO zdezerterowali, bojkotując obrady, obecni działacze lokatorscy i mieszkańcy z wielu grup powołali w ich miejsce Zgromadzenie Ludowe, wysuwając 8 Postulatów Lokatorskich. Nie były to już prośby, lecz żądania.

Tadek Zinowski/Syrena (syrena.tk)


Categorised as: Analizy



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *