Pod Brukiem Leży Plaża

Biuletyn warszawskiej Antify

Tęsknię za tobą chuliganie

1121146-FrenchPoliceafp-1465718786-367-640x480

Medialna beczka prochu

Futbol kształtuje ludzi. W ten albo inny sposób. Jest też niemiłosiernie podatny na to, co dzieje się wokół niego: na napięcia polityczne, społeczne i kulturowe. Euro 2016 jest tego spektakularnym przykładem. Otoczka wokół imprezy i starcia na ulicach miast francuskich były czymś zupełnie innym od tego co znaliśmy do tej pory.

Przemoc zauważono wokół stadionów we Francji. Najpierw była przyrównana do tej z lat 90-tych. A jednak, coś haczyło. Pijani kibice nie biją lecz są bici. Angole są najgłośniejsi ale najmniej agresywni. Awantury są błyskawiczne – brutalne i skuteczne. Front nie jest jeden – jest ich wiele. Przemoc nie jest ulotna – ma reperkusje polityczne, często dalekosiężne. Wszystko jest inne. Wszystko bardziej kompleksowe.

Aby to zrozumieć, trzeba się troszkę oddalić. Spojrzeć szerzej aby nie skończyć na frazesach pokroju „to nie ma nic wspólnego z futbolem” albo „przemoc jest wpisana w futbol”. Futbol, takim jakim obecnie jest, nie miał wyjścia. Był na przemoc we Francji skazany. Nie dlatego, że jest futbolem lecz dlatego, że jako futbol znalazł się z centrum atencji w bardzo napiętych czasach. Od miesięcy próbowano te napięcia i antycypowaną przemoc ukryć pod parasolem innego rodzaju przemocy: zagrożenia terrorystycznego ze strony religijnych fundamentalistów. Europejskie media wiedziałyby doskonale jak o tej przemocy pisać, kogo nią obwinić. Przemocy, która zaistniała realnie na ulicach francuskich miast od pierwszego dnia Euro 2016, żaden ekspert, żaden dziennikarz nie okiełznał. Same chybienia i uproszczenia.

Setki tysięcy ludzi, introwertycy w zdecydowanej mniejszości, emocje, kultura macho, testosteron – wytwarzają obszar, w którym zaistnienie sytuacji przemocowych jest kwestią czasu. Gdy taki obszar zostaje oddany mediom do maksymalnego zoomowania tego co się w jego obrębie wydarzy, ktokolwiek pragnie zaistnieć medialnie może zaplanować swój show mając pewność, że obejrzy go cały świat. Taki teren to nie tylko arena – to przy specyficznej atmosferze w Europie, także beczka prochu.

Obrońcy europejskiej kultury

Nacjonaliści z różnych części Europy doskonale wiedzieli jak wiele mogą ugrać na fantastycznie przygotowanej scenie. Zademonstrować własną siłę  i poglądy, podkreślić i podkręcić napięcia pomiędzy współżyjącymi na kontynencie narodami i kulturami. W panującej dziś w Europie atmosferze, każdy atak hordy kibiców jednego kraju na drugi to, niezależnie od jego skuteczności, zasianie wśród napadniętych i ich rodaków antagonistycznej postawy wobec napastników. Wszystko pod narodowymi barwami, aby nie było wątpliwości jak mają przebiegać linie frontów. Aby animozje, stereotypy, legendy i uprzedzenia nasycić świeżą krwią. Aby rozgrzać jeszcze bardziej szalone córki patriotyzmów: nacjonalizmy. Akcje, które trwają we Francji są przeprowadzane wyjątkowo świadomie, trzeźwo, efektywnie. Tam gdzie to możliwe, stosowana jest przemoc bezpośrednia. Tam gdzie nie, przemoc przybiera postać nacjonalistycznego marszu w drodze na mecz („Defenders of the European Culture” – transparent z przemarszu polskich nacjonalistów w Marsylii), wiecu pod stadionem, na stadionie i po meczu. Węgierscy, chorwaccy, rumuńscy, polscy i rosyjscy nacjonaliści znakomicie wykorzystali ten potencjał. Geograficzna zbieżność dobrze wpisuje się też w nastroje w tych krajach. Mozolne, ciężkie, często przegrane strajki i akcje sabotażowe francuskich pracowników w ostatnich tygodniach, w których brały udział masy prekariuszy, nie przyniosły im tyle uwagi, ile dało rosyjskim nacjonalistom 20-minutowe obijanie twarzy kilkuset angielskim kibicom. Zresztą oficjalnie poparte przez czołowych rosyjskich polityków, z ministrem sportu włącznie. To samo dotyczy Jobbikowych paramilitarnych przemarszy po Bordeaux czy chorwackich ustaszowskich performensów na kolejnych stadionach.

Clashes break out in the stands during the Euro 2016 Group B soccer match between England and Russia, at the Velodrome stadium in Marseille, France, Saturday, June 11, 2016. (AP Photo/Thanassis Stavrakis)

Wielka Rosjia, european media i Brexit

Nacjonalizm zrobił sobie wśród młodzieży na całym kontynencie genialną 4-tygodniową reklamę. To kolejny etap mobilizowania się w celu atakowania wielokulturowej, liberalnej i niestety, coraz mniej socjalnej Europy z tych pozycji. Od czasu eksplozji nacjonalizmów na wschodzie po aneksji Krymu, radykalnego skrętu w prawo na Węgrzech i w Polsce oraz mobilizacji sił konserwatywno-ksenofobicznych w reakcji na masową akcję humanitarną Europy wobec napływu uchodźców, ugrupowania nacjonalistyczne kontynuują swoją misję. Kiedy prawicowi krzykacze i demagodzy wszystkich nacji przygotowali przed Euro świetny grunt, plan nacjonalistów stał się prosty: pokazać, że nic się już nie uda w dzisiejszej Europie – nawet święto piłkarskie, które w przeszłości było tym upajająco-usypiającym opium dla mas, chwilą przerwy w konfliktach i protestach społecznych, zawieszeniem broni we wszelkich obozach politycznych. Nawet ta resetująca napięcia społeczne piłkarska orgia ma przerodzić się w anty-europejską nacjonalistyczną defiladę. Co by nie myśleć o (neo)faszystowskich bandziorach – świetnie to reżyserują. Co z tego, że podczas Euro doszło we Francji do kolejnych olbrzymich manifestacji społecznych a nawet zamieszek zaraz po nich? Kto to zarejestrował? Natomiast miliony oglądały w sieci maszerujący w kolejnych turniejowych miastach Jobbik, chorwackich Ustaszów, Wielką Rosiję i polskich obrońców europejskiej kultury. Kto wie czy to własnie nie na ulicacach Francji przechyliła szala brytyjskiego referendum wokół Brexitu. Po tym jak angielscy kibice zostali zmasakrowani przez rosyjskich faszo-chuliganów a następnego dnia cała europejska prasa zgodnie ogłosiła „powrót brytyjskiej chuliganerki na międzynarodową arenę” w UK wszyscy poczuli się raz jeszcze zrobieni przez Europę w balona wiedząc, że od wielu lat angielski chuligan „nie istnieje”. Miarka się przebrała, oburzenie było naprawę masowe i to własnie wśród tych ludzi, którzy generalnie słabo dostają cokolwiek dobrego z Brukseli. I tak, nacjonalistyczna przemoc, tym razem niesiona przez rosyjskie pięści i rozdmuchana przez europejskie media, być może wpłynęła na ważne dla przyszłości Europe polityczne procesy. I nie chodzi już nawet o to czy UK wyjdzie z EU czy nie, tylko jakiego kopa zarówno Euro 2016 jak i głosowanie za Brexit dało nacjonalistom Europe – wide ich ofensywa trwająca na Euro 2016, transmitowana na żywo w milionach pubów w całej Europie, będzie zbierać żniwa latami.

Tęsknię za tobą chuliganie

Porównanie tego co obserwujemy we Francji do awantur z lat 90-tych jest chybione. To nie są już te apolityczne, ‘skundlone’, pełne kreatywno-bandyckiego rozmachu hordy chuliganów jakie znaliśmy sprzed lat. Można się ich było bać, traktować jak troglodytów, podziwiać ich rudymentarną brawurę i gotowość szukania awantury ze wszystkimi, zawsze i wszędzie. To już przeszłość. Francuskie potyczki mają inny charakter. Są przesiąknięte ideologią. Motywowane politycznymi pobudkami. Rozgrywane militarystycznie. Aż chciało by się napisać: tęsknię za tobą pojebany chuliganie! Nieobliczalny kretynie szukający przemocy dla samej przemocy. Wyznawco chaosu nabuzowany problemami w domu, pracy,  szkole i w relacji. Wyładowujący się wraz z podobnymi tobie na podobnych wam i vice versa. Za wzajemnym przyzwoleniem. Naparzający się w celu doznania głębszych emocjonalnych przeżyć. Zawsze tkwiła w was ta zwarta ale nie umundurowana plemienność. Ale już was nie ma, dzikusy. Albo jesteście przytłumieni, zagospodarowani przez nacjonalistyczne para-militarne grupy, które zrobiły z was sobie żołnierzyków, z waszych stadionów – obiekty rekrutacyjne, z waszego futbolu – pole manewrów, z waszej chuligańskiej kultury – polityczne narzędzie, a z Euro 2016, na którym jeszcze parę lat temu rzucalibyście w siebie z pasją szklankami i okładali po głowach krzesłami, demonstrację postępującej „nacjonalizacji” Europy. Oddaliście im pola. Przegraliście nie tylko trzecią, ale i czwarta połowę. Trochę za wami tęsknię, trochę mi was żal. Nic po was nie zostało po Heysel.

hools4

Policyjny generator przemocy

Przemoc na ulicach Francji ma jeszcze dwóch aktorów. Podczas gdy nacjonaliści potrzebują Euro do transformowania „Europy bez granic” w „Europę drutów kolczastych”, francuska policja ma swoje własne instynkty i motywacje. Od miesięcy rozkręcała się zarówno w ulicznej brutalności wobec protestujących związkowców, studentów i prekariuszy, jak i w represyjnej inwigilacji, która dotknęła też bardzo mocno środowiska kibiców. Wszyscy obserwatorzy są zgodni, że jest to prawdopodobnie najmniej rozumiejąca kulturę kibiców policja w Europie. Człowiek w szaliku piłkarskim to dla francuskiego policjanta godny poniżenia przestępca. Po jesiennych zamachach ISIS w Paryżu francuskich kibiców ultras obłożono bezterminowym (!) zakazem meczowych wyjazdów. Tak nastawiona policja musiała stać się podczas Euro generatorem przemocy. I stała się. Na każdym kroku widać wyraźnie, że chodzi o pokazanie kontroli i władzy a nie zapewnianie bezpieczeństwa. W rzeczywistości francuska policja nie ma prawie żadnej kontroli nad tym co się dzieje, bo ciężko opanować te wszystkie żywioły, niemniej, nie przeszkadza jej to w manifestowaniu tej (bez)kontroli na każdym kroku. Pacyfikuje przy użyciu brutalnych środków nadmiernie rozentuzjowane grupy kibiców, prowokuje, zachowuje się tak jakby we Francji trwała wojna. Na pewno nie panuje tam w tych dniach sielanka, ale najwięcej przemocy sieją mundurowi. Zaraz obok nazioli. Schemat powtarza się od miasta do miasta. Dochodzi do starć między kibicami a raczej do ataku jednych na drugich, bo tak to przeważnie tam wygląda (angielscy kibice nie pobili się z rosyjskimi lecz zostali kilka razy dopadnięci przez grupy rosyjskich nacjonalistów). Policja przybywa za późno i atakuje pierwszą napotkaną grupę facetów w szalikach. Tak od Marsylii, przez Niceę po Bordeaux. Tego typu działania to prezent dla nacjonalistów i faszystów: „broniąca starego porządku policja kompletnie nie daje sobie rady – gdy my dojdziemy do władzy zrobimy porządek z tę anarchię na ulicach”. Policyjna przemoc, nie dość, że pozostawia na swej drodze przypadkowe ofiary, staje się wodą na młyn nacjonalistycznej propagandy.

Przemoc między hotelami

Kto żyjący w kraju o coraz silniejszych nierównościach, represjach, coraz większej ignorancji na głos z dołu, żyjący w coraz większej frustracji i bezsilności i oglądający w TV meczowe transmisje ze świata wygranych przekazywane do świata przegranych, nie chciałby wykorzystać momentu ‘święta narodowego’ aby nie sypnąć piaskiem w tryby?

Inaczej niż w przypadku policyjnych czy nacjonalistycznych koszar, różnorodność kolorowej francuskiej młodzieży wpływa na wielość motywacji, inspiracji i form wyrazu przemocy, która wychodzi z jej strony. Raz chodzi o to aby się poganiać z przyjezdnymi kibicami. Raz, aby widząc grupę irlandzkich kibiców kupujących piwo za 8 euro sztuka i wylewających je sobie na głowy, podczas gdy ciebie ledwo stać na puszkę Coli, sprowokować do konfrontacji. Innym razem chodzi o dopadnięcie grupy białych kiboli obnoszących się ze swoim rasizmem czy islamofobią. A czasem o pierwszą lepszą awanturę, która ma szanse przerodzić się w potyczkę z policją – i wtedy jest najlepiej, bo to właśnie policja reprezentuje system i upokarza przegranych bezpośrednio. Oto nadszedł moment aby dogryźć im w chwili, w której zaboli najbardziej. Euro ma być świętem ‘wygranych’ a nie burdami z płonącymi barykadami. Płonącymi między drogimi stadionami a jeszcze droższymi hotelami. Barykadami, za którymi świętują ‘przegrani’. Czasem jest i tak, że młodzież zbiera się wieczorem i nie wie jeszcze z kim może się zetrzeć, ale wie że chce, jest na to gotowa, zrobi to jak tylko pojawi się iskra. Wie też, że przemoc ta będzie sprawiedliwa, uzasadniona, bezdyskusyjna. I ciężko się nie zgodzić. Także z tym, że jest to jedyna przemoc ze wszystkich wyżej opisanych, która, choć nie wiemy czy przyniesie jakiekolwiek rozwiązanie, to ma realne podłoże i nie jest związana z potrzebą podporządkowywania, kontroli, dyskryminacji i terroru wobec innych.

Przemoc na Euro 2016 to nie wytwór piłki nożnej. Ale też nie przypadek ani zbieg okoliczności. To wytwór współczesnej Europy, panujących w niej napięć. Może nawet trailer pełnego starć i ofiar rozpadu Europy którą znamy. Na pewno przybliżyła Brexit i podkręciła nacjonalistyczne nastroje. Na pewno była nie do uniknięcia, gdyż była przez wszystkich oczekiwana, chciana, szukana. Nie przyklejajmy jej jednak bezkrytycznie do futbolu. To takie marne uproszczenie. Godne tylko tych, którzy mają na punkcie futbolu kompleksy lub sprekaryzowanych dziennikarzy zmuszanych do opisywania rzeczywistości szybko, prosto i za parę groszy.

Lukrecja Sugar
– no więc ja też mówię jak jest.


Categorised as: Felieton



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *