Pod Brukiem Leży Plaża

Biuletyn warszawskiej Antify

Każda akcja budzi reakcję

wstep2

Każda akcja wywołuje reakcję. To jedna z nielicznych prawidłowości w tym wszechświecie, od której nie da się uciec – dotyczy tak samo praw fizyki, jak relacji i zachowań międzyludzkich. Pojawienie się tysięcy zdesperowanych, uciekających przed wojną i głodem ludzi, na Starym Kontynencie nie jest niczym nowym. Wszak cała historia Europy to dzieje wielkich migracji we wszystkich możliwych kierunkach. Tym razem jednak kryzys migracyjny nałożył się na znacznie poważniejszy kryzys kapitalizmu, który trwa już niemal dekadę. Skutkuje on konsekwentnym ubożeniem klasy średniej, ograniczaniem przywilejów socjalnych, kneblowaniem ust ruchom pracowniczym. Elity potrzebowały jak powietrza tematu zastępczego, którym możnaby na dłuższy czas zająć społeczeństwo, by tak jak w Grecji czy Islandii (lub co gorsza, krajach Ameryki Południowej) nie wymówiło posłuszeństwa rządom bankierów, militarystów i korporacji. Może podsunąć wyborcom „szalonych ekologów”? „Zgniły homoseksualizm”? „Lewackich zamordystów”? Tak łatwo nie poszło – ludzie, a przynajmniej ich zdecydowana większość, takich narracji dłużej nie kupują, klisze z lat 70. dawno się wytarły. W zamian za to, wynaleziono nowe zagrożenie, ulepszone do granic możliwości przez managerów ludzkich emocji i ich usłużnych dziennikarzy – UCHODŹCÓW. Zderzenie cywilizacji. Zagrożenie europejskiego dziedzictwa. Zagłada białego człowieka. Brzmi nieźle, prawda? Niestety tak, szczucie „imigrantami” nad wyraz dobrze się sprzedaje.

Zgodnie z fundamentalnymi prawami fizyki, napływ przybyszów z Bliskiego Wschodu i Afryki wywołał w europejskich społeczeństwach reakcję. Niestety, przejawiła się ona w postaci rasizmu, ksenofobii, konserwatyzmu, zwrotowi ku skrajnej, izolacjonistycznej prawicy. Oczywiście, wartości rasistowskie nigdy nie były europejskiej kulturze obce, a wiele badaczek społecznych i antropologów podpisuje się pod stwierdzeniem, że są to wręcz wartości, na których ta kultura się opiera, podobnie jak zachodnie bogactwo i poziom rozwoju, będące bezpośrednim skutkiem stuleci brutalnej grabieży innych cywilizacji. W Internecie furorę zrobił mem ukazujący Wielką Brytanię jako mocarstwo, które skolonizowało połowę świata, a teraz ma czelność straszyć napływem imigrantów. Wydawało się jednak, że doświadczenia XX wieku raz na zawsze wyplenią z kontynentu wirus rasizmu, lecz tak się nie stało. Brexit pokazał, że jest gorzej niż wiele osób oceniało – w sercu kraju uznawanego za stolicę zachodniego multikulturalizmu, główną kartą rozgrywającą w referendum okazał się prymitywny strach przed imigrantami. Podkreślmy słowo „strach” przed imigrantami, nie sami imigranci. Gdy zagłębimy się w wyniki głosowania, nie znajdziemy tam niczego nowego – najwięcej osób głosowało za opuszczeniem Unii w tych rejonach, gdzie poziom imigracji jest najniższy. Zupełnie jak w Niemczech, gdzie PEGIDA jest najsilniejsza w miejscach, do jakich uchodźcy nie przybywają wcale lub w Polsce, gdzie sztandarowym hasłem prawicowych ekstremistów jest walka z nieistniejącą islamizacją.

Druga zależność wynikająca z wyników referendum ma wymiar czysto ekonomiczny. Okazuje się, że najwięcej osób głosowało Za w tych rejonach, które zostały najbardziej dotknięte neoliberalną restrukturyzacją, czyli zamykaniem zakładów pracy, gentryfikacją dzielnic mieszkaniowych, czy zamykaniem szkół i szpitali. Klasa pracująca wyładowała swój gniew za ubożenie, do którego doprowadziły ich własne elity polityczne, na obcokrajowcach, których te same elity sprowadziły jako tanią i niezorganizowaną siłę roboczą. W patriotycznej gorączce mało kto dostrzegł, że interes angielskiego, polskiego i pakistańskiego robotnika jest taki sam, a kluczem do poprawy losu jest wspólna walka z wyzyskiem, a nie wzajemne szczucie na siebie. Kapitał już dawno nauczył się internacjonalizmu i nie zwraca uwagi na narodowość, o ile osiąga zysk, podczas gdy szary człowiek wciąż pogrąża się w bratobójczych walkach.

Prawdopodobnie nikt nie pozbędzie się obcokrajowców z Wysp, nadal są niezbędni dla gospodarki. Jednak dzięki rasizmowi będą pracować za jeszcze mniejsze pieniądze, z mniejszą ilością praw, a wyzysk będzie tylko narastał wraz zekurczeniem się społecznej solidarności z „obcymi”. Motywem przyjmowania imigrantów przez kapitalistyczne gospodarki nigdy nie była chęć realnej pomocy. Przybyszów profilowano i limitowano pod względem ekonomicznej przydatności. To, czy Wielka Brytania rzeczywiście wyjdzie z Unii, nie ma większego znaczenia – raz uruchomiona machina ksenofobii utrzyma się na dłużej, dając rządzącym wolną rękę w drastycznych cięciach socjalnych, które postępują od kilku lat i gdyby nie strach przed „polskimi nierobami i islamskimi terrorystami”, zapewne spotkałyby się z ostrymi protestami. Nie możemy zaprzeczyć, że z gorzkim uśmiechem obserwowaliśmy zdziwione miny polskich narodowców, którzy przez lata w pocie czoła wspierali jak mogli brytyjskich neofaszystów, gdy tuż po ogłoszeniu wyników ci sami neofaszyści przystąpili do zmasowanego ataku na polską mniejszość. Polakom zapewne do śmiechu nie było.

Uderzenie w imigrantów (bez względu na to, czy faktycznie istnieją, czy są tylko wymysłem konserwatywnych fantazji) uderza rykoszetem we wszystkich – to nieuchronne. Historia nauczyła nas, że pompowanie „narodowej dumy” idzie zawsze w parze z rządami silnej ręki, która utrzyma w ryzach naród, gdy ten zorientuje się, że został zrobiony w balona. Stąd w całej Europie, ale w szczególności w Polsce obserwujemy dramatyczne ograniczanie swobód obywatelskich oraz wdrażanie środków kontroli, które trzeba nazwać po imieniu totalitarnymi. Przeciętny obywatel może zapomnieć o jakiejkolwiek prywatności, zredukowano także jego prawa do protestów. Następny krok to militaryzacja społeczeństwa, która nadchodzi wielkimi krokami. Sami nacjonaliści przestali już pełnić rolę bufora bezpieczeństwa, coraz bardziej otwarcie występują jako najemni żołnierze władzy.

cover

Przez to wszystko Europa już przechodziła i musi przejść ponownie. Na szczęście, zmasowany rasizm nie był jedyną reakcją na przybycie uchodźców. Pojawiło się też tysiące ludzi dobrej woli, którzy ruszyli na granice by zapewniać pomoc prawną, medyczną i materialną przybyszom z innych krajów, a także rozpoczęli aktywną, lokalną pracę u podstaw. Dziś, w obliczu prawicowego ataku na podstawowe ludzie wartości, ze zdwojoną siłą musimy przystąpić do konkretnych działań edukacyjnych, solidarnościowych z uchodźcami i propracowniczych, które będą w stanie skutecznie podważać panujący status quo i uderzać w systemową hipokryzję, zarówno nacjonalistycznych marionetek jak i sterujących nimi władców – nie zapominając przy tym, że rasizm, nacjonalizm, eksmisje i wyzysk to różne trybiki tej samej maszyny. Ważą się losy całego projektu europejskiego, który stanie się albo polem walki autorytarnych, egoistycznych państw narodowych, albo przekształci w się w egalitarną wspólnotę, gdzie sztuczne podziały w postaci narodów, religii i ras, staną się tylko ponurą pieśnią przeszłości. Choć sytuacja ewidentnie nam nie sprzyja – jak dla nas to tylko dodatkowy bodziec do aktywności. Kiedy, jak nie teraz? Gdzie, jak nie tu?

Antyfaszystowska Warszawa


Categorised as: Analizy



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *