Pod Brukiem Leży Plaża

Biuletyn warszawskiej Antify

Wywiad z Panem Duże Pe

duzep2

Pana Duże Pe nikomu chyba przedstawiać nie trzeba. Jako jeden z nielicznych weteranów scenowej czołówki,  głośno mówi o nietolerancji, rasizmie i niesprawiedliwości, a także wspiera zaangażowane inicjatywy. Zobaczmy co ma do powiedzenia o swoich inspiracjach, kondycji polskiego hip-hopu i planach na przyszłość.

—————-

Zaczynałeś w połowie lat 90., a szerszej publiczności zaprezentowałeś się po raz pierwszy w roku 2000. Od tego czasu minęło już 15-20 lat. W kilku zdaniach – co w tym czasie zmieniło się w polskim hip-hopie?
Uhhh, co za ciężkie pytanie na początek, nawet nie wiem od czego zacząć! ;) Nie da się tego zmieścić w kilku zdaniach, bo w opisywanym okresie wokół nas zmieniło się właściwie WSZYSTKO – co miało też ogromny wpływ na muzykę, jej odbiór i tak dalej. Przykładowo, zaczynając wkręcać się w Hip-Hop w życiu bym nie pomyślał, że za kilka lat dzięki internetowi będę miał w zasięgu ręki i „ot tak” możliwość odsłuchania właściwie każdej rapowej płyty, która kiedykolwiek się ukazała. Ba, przez pierwszych pięć czy sześć lat mojej zabawy w rymowanie nie miałem Internetu, przez pierwsze dwa czy trzy nie miałem kablówki czy satelity – więc dokopanie się tu czy tam do kolejnych płyt, zgranie kozackich kawałków na kasetę z radiowej audycji Druha Sławka czy przegranie ich od kolegi wymagało konkretnego wysiłku. A przez to autentycznie szanowało się muzykę. Nie wspomnę już o tym o ile-set procent wzrosła ilość ukazujących się co miesiąc nowych numerów. Wszystko to sprawiło, że bankowo bardzo podniósł się „defaultowy” poziom umiejętności MC, czy jakości demówek uznawany za „średnią krajową”. Inna sprawa, że odsetek żenujących MC robiących z siebie kretynów publikując swoje numery, bo „kolega powiedział że fajne”, mimo wszystko też jakoś wybitnie nie spadł, goście trzymają się zaskakująco mocno. Mógłbym o tym gadać jeszcze kilka godzin – więc przejdźmy może do następnego
pytania…

Byłeś jednym z pierwszych na krajowym podwórku, zaangażowanych równocześnie w hip-hop (solo i w ramach Ciszy & Spokoju) i reggae (Cinq G / Senk Że), chwilę potem zaczęła się Twoja współpraca z Masala Soundsystem… Skąd takie takie szerokie zainteresowania i skąd czerpiesz inspiracje?
Zaczęło się od podstawówki i słuchania metalu, rocka czy grunge’u. Potem była zajawka na rave i jungle w stylu pierwszego albumu The Prodigy przemieszana z fascynacją polskim punk rockiem i początkami wkręcania się w hip-hop. W międzyczasie wkrętka w twórczość Type O Negative czy Life Of Agony (tak, równolegle z hip-hop’em!). Później coraz mocniejsze zaangażowanie w rap i zgłębianie jego jazzowo-funkowych korzeni. Ale przez moje soundsystemowe nawijki z różnymi dj’ami również w reggae / dancehall, 2step, uk garage… W międzyczasie wywołane rosnącą fascynacją blendami i mash-up’ami płynne wejście w alternatywno-klubowe brzmienia, które zacząłem grać jako DJ. Gdzieś w tle coraz większe zainteresowanie dubem i jazzującym ska. Do tego okołomasalowe odkrywanie „etnicznych” gatunków takich jak bhangra czy cumbia – i coraz częstsze granie w ramach wczesnego Masala Soundsystem setów DJ’skich w tym stylu… Zasadniczo – dzielę muzykę na dobrą i złą, tej dobrej chętnie posłucham niezależnie od gatunku, tej złej niezależnie od gatunku słyszeć nie chcę. Inspiracje płyną zewsząd, kiedyś po prostu miałem otwartą głowę, dziś staram się do tego trzymać „ucho przy blogosferze”, w której raz po raz pojawiają się jakieś nowe, intrygujące dźwięki…

duzep1

W swojej twórczości nie unikałeś tematów społecznych – jakie obszary naszej codzienności są dla Ciebie najważniejsze, najbardziej cię poruszają?
Kiedy byłem dzieciakiem, rodzice zaszczepili głęboko we mnie wewnętrzną potrzebę opowiadania się po stronie słabszych i bronienia szeroko pojętej „sprawiedliwości społecznej” (a dodatkowo podkreśliły to setki przeczytanych za młodu książek, których bohaterowie zawsze umieli odróżnić dobro od zła i stanąć po właściwej stronie). Skutkiem tego, kiedy widzę sytuacje, w których wyraźnie takiej sprawiedliwości brakuje, otwiera mi się nóż w kieszeni – i czuję potrzebę żeby działać, choćby wyrzucając z siebie wynikające z takiego faktu wkurwienie. Skoro okazało się, że potrafię w miarę sprawnie rytmicznie mówić rymami do mikrofonu – i ktoś czasem nawet chce tego słuchać – z biegiem lat w coraz większym stopniu uznawałem, że przy tej okazji warto przekazać ludziom mój pogląd na świat, zwrócić ich uwagę na to co zdaje mi się być „nie tak”, na bezsilność „zwykłego człowieka” w starciu z tym czy innym systemem, na bezczelne kłamstwa, którymi jesteśmy dziś karmieni właściwie na każdym kroku przez tych, których stać na zakrzywianie prawdy – i tak dalej. To, co piszę jest zawsze odzwierciedleniem mojego nastroju, tego co mnie poruszyło czy tego, co skłoniło mnie do przemyśleń. Jednego dnia będzie to zabójstwo Jolanty Brzeskiej, innego amatorskie nagranie pokazujące funkcjonariuszy egipskiej policji podpalających zamknięte namioty w których siedzą protestujący, jeszcze kiedy indziej relacja z tego, co zbrodniarze z Boko Haram wyprawiają dziś w Nigerii albo co zbrodniarze ze „świętej inkwizycji” wyprawiali w Europie kilkaset lat temu. A tydzień później mogę mieć dobry dzień i nagrać pozytywny, imprezowy kawałek „o niczym”. Nie ma reguły…

Zagrałeś w listopadzie na antyfaszystowskiej imprezie we Wrocławiu. Co Cię do tego skłoniło?
Kiedy miałem 10 lat, poszedłem pewnego dnia pograć w piłkę na boisku przy Szkole Podstawowej nr 321 na warszawskim Bemowie. Tak się złożyło, że tego dnia w tym samym czasie odbywał się tam koncert grupy Jezus Chytrus Oi! – który był prawdopodobnie pierwszym koncertem, jaki „samodzielnie” widziałem na żywo. Publika liczyła w porywach 20 osób a ja nigdy wcześniej ani później nie słyszałem tego zespołu, do dziś znam na pamięć tekst przynajmniej jednego kawałka. To wyraźnie pokazuje jak wielkie wrażenie musiał na mnie zrobić ten występ. Przeskakując kilka lat do przodu – gdy byłem w pierwszej klasie liceum, w moje ręce wpadła kaseta „Czarzły” Post Regimentu – i bez wątpienia jest to jeden z najważniejszych albumów w moim życiu, który idealnie wpisywał się (i nadal wpisuje) w mój światopogląd i w jakiś sposób pokazał mi dalszą drogę. Przykładów takich inspiracji mógłbym wymienić jeszcze kilka… Słowem – nic nie musiało mnie skłaniać do takiego występu, strasznie się ucieszyłem kontaktem ze strony organizatorów tej imprezy o bardzo słusznym wydźwięku – i chętnie zagram na kolejnych… :)

Jak oceniasz pojawienie się skrajnie prawicowego hip-hop’u i konserwatyzm polskiej sceny?
Dla mnie złem jest każda forma ksenofobii czy ograniczania wolności jednostki nie czyniącej innym krzywdy. Siłą rzeczy wykwit takich zjawisk w jakiejkolwiek sferze jest więc dla mnie dość dołujący – choć gdy mówimy o krajowym hip-hopie, trudno niestety stwierdzić, żebym był tym zdziwiony. Inna sprawa, że nienawiść do całych grup demograficznych oparta o przesłanki tak absurdalne jak religia, narodowość, rasa, orientacja seksualna czy poglądy, nie jest prawicowa czy lewicowa – jest po prostu złem i głupotą, które stoi ponad wszelkimi podziałami. Biały, Czarny, Chrześcijanin, Muzułmanin, gej, hetero, Polak, Niemiec, Żyd, Palestyńczyk, miłośnik lewicy czy sympatyk prawicy – wśród każdej z tych i wielu innych grup zdarzają się jednostki przeciętne, dobrzy ludzie i zwykłe chuje. Co nie czyni z automatu dobrym człowiekiem lub skrajnym chujem pozostałych członków danej grupy demograficznej. O czym warto pamiętać zanim wyda się publicznie arbitralny sąd – a co zdaje się coraz częściej umykać ludziom angażującym się w rozmaite dyskusje…

maxresdefault

Jaką przyszłość ma przed sobą polski hip-hop? Czy uważasz, że może stać się prawdziwym głosem buntu, jak kiedyś punk?
Z jednej strony tworzenie hip-hop’u wymaga jeszcze mniej niż tworzenie punk rocka – nie trzeba mieć instrumentów, nie trzeba umieć na nich grać, wystarczy komputer plus połączenie z internetem i można działać. Sęk w tym, że o ile esencją punk rocka był bunt, to esencją hip-hop’u jest chęć zarobienia pieniędzy i wyrwania się z biedy. A to nie sprzyja non-konformistycznym postawom. Oczywiście, zdarzali i zdarzają się artyści hip-hopowi, którzy na tym lub innym rodzaju buntu opierali całokształt swojej twórczości – jak Public Enemy czy Paris – ale ilu ich jest i jak istotny element sceny stanowią? Nie mam pojęcia jaka jest przyszłość krajowej hip-hop’owej sceny. Myślę, że tak długo, jak będzie w tym szansa zarobienia pieniędzy, tak długo tryby machiny będzie oliwiła nowa krew i będą się one dalej konkretnie kręcić, tak już jest zbudowany ten świat…

A Twoje osobiste plany na najbliższą przyszłość?
W okolicach marca 2015 powinna ukazać się nowa internetowa EP’ka Masala Soundsystem, przygotowana wspólnie z artystami z Węgier i Słowacji. Z kolei na 1 maja 2015 planujemy publikację nowego, pełnoprawnego długogrającego albumu Masala Soundsystem. W lipcu i sierpniu pojawimy się też z Masalą na kilku dużych festiwalach w kraju i zagranicą. Jako DJ od dłuższego czasu gram co miesiąc w Warszawie cykliczne, międzykulturowe i międzygatunkowe imprezy solowo w ramach cyklu Molotov Cocktail Party oraz grupowo w ramach kolektywu GLOBAL DIGGERS. Mam też sporo „oczekujących” zaproszeń do zagrania jako DJ zagranicą – Hamburg, Berlin, Paryż, Bruksela, Barcelona, Tokyo, Lizbona…

Jeśli idzie o moją solową działalność hip-hop’ową – szczerze mówiąc od 2004 roku w coraz większym stopniu oddalam się od tej sceny. Oczywiście, mam „zrywy” w których z powrotem nabieram chęci żeby nagrać klasycznie- lub nowoczesno-hip-hop’owy kawałek czy album, a MC’ing na zawsze pozostanie moją naturalną formą ekspresji – tak jak na zawsze zostanie we mnie wiara w „cztery elementy” i pozostałe idealistyczne podstawy kultury hip-hop. Zderzenie tych ideałów z rzeczywistością było jednak dość brutalne, więc chęci do stricte rapowego działania mam w sobie niestety coraz mniej… Ale spokojna Wasza rozczochrana, bankowo nie odłożę mikrofonu jeszcze przez ładnych kilka/naście/dziesiąt lat!


Categorised as: Wywiady



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *